Pozdrowienia z Pacyfiku!
6 lutego przylecieliśmy na M a l, według planu. Morze
było dość spokojne, więc dotarliśmy na P i h o n tego
samego dnia. Bardzo gorąco i wilgotno! Parę dni
zabrało nam czyszczenie domu ze mieci, kurzu i mnóstwa
karaluchów! Okolo 50 znalazło sobie przytulne gniazdko
w gitarze. Ręce mi prawie odpadły przy technice
trzęsienia (otwór gitary nie jest zbyt duży), refleks
Theresy został przetestowany, a kury i koguty miały
niezłą ucztę!:)
12/2 razem z naszymi przyjaciółmi,
Lidią i Alenem (Lidia to córka lidera
P i h o n u) pożeglowaliśmy
na M e m a n, wyspę z polami uprawnymi, ogrodami.
Nasze notatniki wypełniły się nowym słownictwem i udało
nam się sfotografować parę scen z życia tutejszych
ludzi + kilka ciekawych ryb właczając zdjęcie z
(małym!) rekinem. :o)
Podróż na M e m a n trwała ponad
2,5 godziny, a z powrotem tylko około jednej godziny.
Nigdy nie wiadomo kiedy nagle zmieni sie siła morskiego
wiatru! Dzięki Bogu, bez nieprzyjemnych przygód
wróciliśmy na P i h o n.
14/2 wybraliśmy się na wyspę
A m i c h, aby z nauczycielką Anne, pracowac nad systemem
dźwięków języka seimat. W sobotę rano mężczyzna
pojawił się w domu Anne oznajmiając, że jego żona
przyjdzie później, aby nam pomóc, ale najpierw muszą
popłynąć na wyspę M e m a n po żywność. Późnym popołudniem
pewna dziewczyna przyszła z wiadomością o śmierci.
Okazało się, że w czasie zbierania warzyw, Charles
nagle upadł i umarł. Joan, jego żona przeżyła prawdziwy
szok! Jej 54-letni mąż był mocnym i zdrowym mężczyzną.
Tak więc zamiast wrócić w niedzielę, zostaliśmy,
aby wziąć udział w pierwszym dla nas, pogrzebie
na wyspach N i n i g o. Choć w poniedziałek wyznaczono
godzinę ceremonii, odbyła się ona dopiero kiedy
ludzie z innych wysp, rodzina i znajomi zdołali
przypłynać z różnych stron. Przekonujemy się coraz
bardziej, jak ciężkie fizycznie jest życie dla tych ludzi.
W drodze powrotnej na P i h o n silnik motorówki nagle
zgasł i nie można go było znowu zapalić. Po wielu
próbach mówię: "OK, czas, abyśmy się zaczęli modlić
za ten silnik". Towarzyszący nam pomocnicy spojrzeli
na mnie dziwnym wzrokiem, ale posłusznie zabrali
sie razem z nami do modlitwy [:)]. W następnej próbie,
po kilku minutach... zgadnijcie? M o t o r ó w k a r u s z y ł a,
a my biliśmy brawo naszemu Panu! Nie zostawił nas
na pastwę burzy, która już zaczęła się zbierać nad
naszymi głowami!
Zeszły tydzień zszedł nam na przygotowaniach
do niedzielnego, ważnego spotkania z liderami róznych
wysp (na tematy związane z alfabetyzacją i tłumaczeniem) oraz
zbieraniu danych językowych do fonologicznej analizy
+ oczywiście codzienne życie w tych warunkach zabiera
sporo czasu i zdaje się, że zawsze coś musi wyskoczyć
co próbuje twoją cierpliwość. Na przykład, pewnego
dnia nie możesz się dostać do żywności, ponieważ
zamek skrzyni (metalowej) się zablokował i cały dzień
mija zanim udaje ci się ją otworzyć i zjeść coś
przyzwoitego.
Jednego dnia mieliśmy tu "dzień naleśnika".
Wydawało nam się, że mamy uczyć tylko Lidie (zgodnie
z jej życzeniem), ale kiedy zaczeliśmy smażyc, nagle
wiele kobiet i dziewcząt zbiegło do naszego domu
na intensywną obserwację! Zajęło to ponad trzy godziny,
ponieważ nasz prymitywny piecyk jest raczej powolny,
zwłaszcza na taką ilość naleśników! Jednak było
warto, bo kolacja okazała się wielkim sukcesem.
:o) Koniec tygodnia był bardzo pracowity, Ribet,
jeden z nauczycieli na P i h o n i e, R o d n e y, przyszły
nauczyciel wybrany do nauczania dzieci języka seimat,
oraz Anne, pomagali nam nagrywać słowa, wyrażenia
i zdania w seimat, wyjaśniając ich znaczenie częściowo
w języku pidżin i angielskim. Te dane sš nam potrzebne
do analizy fonologicznej i pomoga nam później w
tworzeniu alfabetu. Sesja językowa została zakończona
dobrą zupą w stylu polskim. Teraz ludzie z Ninigo
wiedzą, że Polacy jędzą dużo zupy. :o)
Dzięki za modlitwy o niedzielne spotkanie z liderami. W sobotę
wydawało mi się, że mi głowę rozsadzi od nieoczekiwanego
bólu, który skończył się dopiero w poniedziałek.
Całkiem typowe przed ważnym wydarzeniem.[:)]
Chwała Panu, mimo tego spotkanie się odbyło, reprezentanci
różnych wysp przypłynęli bezpiecznie, choć cały
tydzień był silny wiatr, deszczowo i burzliwie.
W niedziele pogoda raptownie się zmieniła, aby w
poniedziałek znów się nagle pogorszyć. Wygląda na
to, że poprawa nastąpiła specjalnie na niedziele!
Tak więc spotkanie przebiegło zgodnie z planem i
mamy nadzieje, że przyniesie dobry owoc. Oprócz
części informacyjnej, był czas na modlitwę i dzielenie
Słowem Bożym. Duch Święty przynaglił mnie, aby
mówić o jedności z Ewangelii Jana 17, jako, że chrześcijanie
reprezentują tu dwie denominacje. W czasie spotkania
podjęto decyzje o utworzeniu Rady do spraw Alfabetyzacji
i Tłumaczenia Seimat, z przedstawicielami wszystkich
społeczności, która by brała udział w planowaniu
i pracy z nami zachęcając innych do współpracy w
tym kompleksowym projekcie. Mamy nadzieję, że zostaną
oni wybrani wkrótce, aby przejść do rozwinięcia
szczegółowej strategii przed naszym kolejnym powrotem
do bazy w U k a r u m p a.
28 lutego planujemy wyjazd na wyspę P a t e c h u c h
na dziesięć dni. Nie będziemy mieli w tym czasie
dostępu do komputera i radia i nie wiemy w jakich
znajdziemy się warunkach. Mam nadzieję, że nic nie
stanie na przeszkodzie. Będziemy kontynuować prace
nad systemem dźwiękowym, musimy sprawdzić różnice
w wymowie oraz rozwijać dalsze relacje z ludźmi
i poszerzać znajomość ich języka. Pewnie zauważyliście,
ze trzy tygodnie mijają a my wciąż jesteśmy na wyspach!
Chwała Panu! 22-ego dnia planujemy ucztę z okazji
przetrwania :o)
Mam nadzieję, że uda mi się wysłać
tego maila przed piątkiem, choć całe wieki zabiera
połączenie + otwieranie lub wysyłanie. Ogromne dzięki
za modlitwę, bardzo jej potrzebujemy, my i tutejsi
ludzie, każdy dzień pokazuje i przypomina jak bardzo
zależni jesteśmy od mocy Bożej. Dziękuje tym (niewielu),
którzy znajdują czas na kontakt ze mną, ja też się
modlę o to czymkolwiek się dzielicie i chcę wiedzieć
co się u Was dzieje. Dzięki za każdą zachętę, wszyscy
jej potrzebujemy, dopóki wciąż jesteśmy w drodze
do Domu :o).
Uściski... Beata w imieniu W-team
|